Jardim da Estrela to dla wielu mieszkańców Lizbony oaza spokoju – miejsce, gdzie od lat gra się w karty i pije kawę w cieniu drzew. Sytuacja zmieniła się jednak diametralnie, gdy znany restaurator Olivier da Costa otworzył tam swój najnowszy lokal. Zamiast zwykłej kawiarenki, na gości czeka teraz miejsce w stylu "all-day dining", które budzi skrajne emocje.
Czy to kolejna udana inwestycja, czy może brutalna ingerencja w historyczną tkankę miasta? Przyjrzyjmy się bliżej, co właściwie dzieje się w sercu parku i dlaczego sprawa trafiła nawet do miejskich urzędników.
Co tak naprawdę zjesz w Estrela by Olivier?
Projekt Oliviera to ambitne podejście do jedzenia w plenerze. Menu zostało zaprojektowane tak, aby obsłużyć każdego: od porannego brunchu po późną kolację. Znajdziecie tu zarówno lekkie przekąski, jak i bardziej sycące dania, które mają przyciągnąć nawet najbardziej wymagających smakoszy.
- Tosta Mista Olivier (14€): połączenie szynki, sera, jajka w koszulce i truflowego sosu holenderskiego.
- Focaccie: od rosbiefu po grillowane Rib Eye (ceny od 13,50€ do 16,50€).
- Pizze rzemieślnicze: w tym wersja z mortadelą truflową i stracciatellą.
Warto wiedzieć: jeśli szukacie czegoś lżejszego, lokal oferuje sałatki (grecką lub z kurczakiem), a na deser – charakterystyczne panquecas Estrela.

Estetyka vs. historia: dlaczego sąsiedzi protestują?
Olivier da Costa podkreśla, że jego celem jest rewitalizacja i dawanie nowego życia ikonicznym miejscom Lizbony. Jednak nie każdy podziela ten entuzjazm. Stowarzyszenie mieszkańców Vizinhos em Lisboa oraz lokalni politycy zadają władzom miasta trudne pytania dotyczące legalności całego przedsięwzięcia.
Główne punkty zapalne to:
- Podejrzenia co do sposobu przekazania koncesji na prowadzenie lokalu.
- Zmiana struktury architektonicznej zabytkowego kiosku.
- Zarządzanie odpadami oraz wpływ lokalnej restauracji na dostępność publicznych toalet w parku.
Dojmującym symbolem zmiany stało się zdjęcie opublikowane w sieci, przedstawiające luksusowe auta zaparkowane tuż przy byłej kawiarni, gdzie niegdyś grali ze sobą emeryci. Krytycy twierdzą, że to najlepszy dowód na to, jak komercjalizacja wypiera autentyczne życie miejskie.
Czy warto sprawdzić to miejsce?
Niezależnie od kontrowersji, miejsce jest już otwarte i przyciąga sporą grupę ciekawskich turystów oraz lokalnych influencerów. Jeśli planujecie wizytę, przygotujcie się na wyższy poziom cenowy niż w klasycznym kiosku – to nie jest miejsce na szybkie espresso za euro.
Osobiście uważam, że estetyka nowego lokalu jest bezbłędna, ale pozostaje pytanie: czy Lizbona na pewno potrzebuje kolejnych "ekskluzywnych" punktów w miejscach, które należały do wszystkich? Jak myślicie, czy parki publiczne powinny pozostać niezmienione, czy jednak modernizacja w stylu Oliviera sprzyja miastu? Dajcie znać w komentarzach.