Płynąc przez otwarty ocean, łatwo stracić poczucie kierunku. Jeśli spojrzysz przez iluminator Costa Smeralda, prawdopodobnie nie będziesz miał pojęcia, czy płyniesz na północ, czy na południe. Zamiast sprawdzać kompas w smartfonie, lepiej wybierz się do restauracji.
Spędziłem na pokładzie tego statku tydzień i odkryłem, że jedzenie to najlepsza mapa, jaką możesz dostać do ręki. Zamiast geografii, załoga oferuje podróż przez zmysły, która zmienia sposób, w jaki myślimy o wakacjach na wodzie.
Twoja kulinarna busola
Na Costa Smeralda jedzenie nie jest tylko paliwem – to nawigacja. Statek kursuje wzdłuż włoskiego wybrzeża, a szefowie kuchni w restauracjach a la carte dbają o to, by każde danie zdradzało, gdzie aktualnie cumujemy. To proste: kiedy na talerzu pojawiają się lokalne składniki, wiesz dokładnie, jaki region właśnie odwiedzasz.

Co warto przetestować na pokładzie?
Z ponad 11 restauracjami i 19 barami wybór bywa przytłaczający. Oto zestawienie miejsc, które robią największe wrażenie:
- Archipelago: To tutaj spędzisz dwie godziny, które angażują wszystkie zmysły. Menu stworzone przez trzech szefów z gwiazdkami Michelin to jedyna w swoim rodzaju przygoda „Morze i Ląd”.
- Sushino: Pierwsze sushi bistro na pełnym morzu. Idealne na szybki start, zanim jeszcze dobrze zorientujesz się, gdzie jest dziób, a gdzie rufa statku.
- Teppanyaki: Tu kucharze łączą gotowanie z muzyką, rytmicznie uderzając narzędziami o blat. To czysta energia i pokaz umiejętności, który sprawia, że jedzenie smakuje jeszcze lepiej.
- Foodlab: Jeśli chcesz poczuć się jak profesjonalista, przyjdź tutaj na warsztaty. Nauczysz się nie tylko przygotowywać idealne sushi, ale też poznasz sekrety lokalnych aperitifów.
Czy luksus może być ekologiczny?
Podczas rejsu zaskoczyło mnie podejście do zrównoważonego rozwoju. To nie jest tylko marketingowy slogan. Statek jest napędzany skroplonym gazem ziemnym (GNL), co drastycznie zmniejsza emisję spalin.
Warto zwrócić uwagę na program 4GOODFOOD. Zamiast wyrzucać nadwyżki żywności, załoga aktywnie walczy z marnowaniem jedzenia, przygotowując porcje tak, by nic się nie zmarnowało, a niespożyte zasoby trafiają do lokalnych banków żywności w portach.
W dzisiejszych czasach, gdy szukamy autentyczności, możliwość zjedzenia posiłku najwyższej klasy, wiedząc, że statek dba o planetę, smakuje podwójnie dobrze. A Wy, wolicie odkrywać nowe miejsca przez zwiedzanie zabytków czy przez próbowanie lokalnych smaków w restauracjach?