Poranny pośpiech w polskich domach to już niemal tradycja. Zazwyczaj kończy się na nudnej kanapce z szynką, którą jemy w biegu przed wyjściem do pracy. Jednak ostatnio natrafiłem na metodę, która całkowicie zmieniła moje podejście do najzwyklejszego tostowego pieczywa. Okazuje się, że zamiast noża, kluczem do idealnego posiłku jest zwykły ceramiczny kubek do kawy.
W swojej kuchni przetestowałem dziesiątki trików z mediów społecznościowych, ale ten wyróżnia się jedną rzeczą: genialną prostotą. Zamiast męczyć się z wykrawaniem idealnego otworu nożem, co zazwyczaj kończy się poszarpaniem miękkiego miąższu, wystarczy jeden zdecydowany ruch ręką.
Zapomnij o nożu – kubek robi to lepiej
Kiedy pierwszy raz zobaczyłem, jak ktoś dociska spód kubka do kromki chleba, pomyślałem: "Po co to robić?". Odpowiedź przyszła wraz z pierwszym kęsem. Używając kubka jako formy, tworzymy idealnie okrągłe miejsce na jajko, ale co ważniejsze – zachowujemy wykrojony środek w nienaruszonym stanie. W tym procesie nic się nie marnuje.
Jak przygotować idealny "tost z kubka" krok po kroku:
- Połóż kromkę chleba tostowego na desce i dociśnij kubek do jej środka, tak aby wyciąć równe kółko.
- Na patelni rozpuść kawałek masła (najlepiej klarowanego) i połóż kromkę z otworem.
- Do środka wbij jedno świeże jajko, dopraw solą i pieprzem według uznania.
- Tu zaczyna się najciekawsza część: na jajko wsyp odrobinę tartej mozzarelli lub cheddara.
- Przykryj wszystko wcześniej wyciętym kółkiem chleba – będzie ono służyć jako jadalna "pokrywka".
Smażymy z obu stron na złoty kolor. Dzięki przykryciu jajka miąższem chleba, żółtko pozostaje aksamitne i płynne, podczas gdy boki stają się chrupiące i maślane.

Dlaczego to śniadanie bije inne na głowę?
Wielu z nas kojarzy tosty z "pustymi kaloriami". Jednak połączenie pieczywa z jajkiem to klasyczny balans węglowodanów i sycącego białka. W polskim kontekście, gdzie cena masła potrafi zaskoczyć, taka forma podania sprawia, że wystarczy nam jedna kromka, by czuć satysfakcję przez kilka dobrych godzin.
A teraz najlepsze: ten patent pozwala na nieskończoną personalizację. Mam znajomych, którzy do otworu obok jajka wrzucają drobno pokrojony boczek lub suszone pomidory. Efekt zawsze wygląda estetycznie, jak z modnej warszawskiej śniadaniowni, a zajmuje dokładnie 4 minuty.
Zaskakujące jest to, jak drobna zmiana narzędzia wpływa na szybkość przygotowania posiłku. Brak poszarpanych brzegów oznacza, że ser nie wypływa na patelnię i nic się nie przypala.
Próbowaliście kiedyś używać naczyń kuchennych w tak nieoczywisty sposób, czy raczej trzymacie się tradycyjnych metod z użyciem noża? Dajcie znać w komentarzach, co jeszcze w Waszej kuchni znajduje "drugie życie"!