Spacerując po gwarnej stronie Pesztu, łatwo przeoczyć lokal, który od jakiegoś czasu przyciąga tłumy turystów i miejscowych. Nie chodzi jednak o tradycyjnego węgierskiego kołacza, lecz o małe, chrupiące ciasteczko z kremem, które przywędrowało prosto z Lizbony.
Wielu przechodniów zatrzymuje się przed witryną z niedowierzaniem. Pastéis de nata, bo o nich mowa, zyskały w stolicy Węgier status małego fenomenu, zmuszając właścicieli do otwierania kolejnych punktów.
Skąd wzięła się ta pasja w kraju nad Dunajem?
Historia tego miejsca zaczęła się w 2019 roku, kiedy dwóch węgierskich wspólników postanowiło wprowadzić do Budapesztu odrobinę portugalskiego słońca. Pomysł był prosty: zaoferować autentyczny smak Lizbony w miejscu, gdzie łączy się historia i nowoczesność.
Jak przyznaje Miklos Gótzy, jeden z menedżerów, przepis na idealne ciastko to nieustanna walka z proporcjami. "Wystarczy odrobina za dużo kremu albo zbyt gruba warstwa ciasta, aby cały efekt przepadł" – tłumaczy. Mimo trudności, marka rozrosła się do czterech lokali w stolicy i zdobyła serca lokalnych piekarni.

Nowoczesny twist: co Polacy i Węgrzy polubili najbardziej?
Tradycja to jedno, ale właściciele poszli o krok dalej, eksperymentując ze smakami, które budzą skrajne emocje. Zamiast ograniczać się do klasyki, postawili na ciekawą innowację:
- Pistacja – dla tych, którzy szukają głębi smaku.
- Nutella – wybór numer jeden dla fanów słodyczy.
- Marakuja i malina – jak podkreśla Gótzy, to właśnie kwaśne akcenty cieszą się obecnie największym zainteresowaniem.
- Opcje wytrawne – w menu pojawiły się nawet słynne portugalskie bifanas, czyli kanapki z wieprzowiną, które stały się pełnoprawnym posiłkiem dla głodnych podróżników.
Czy to warto sprawdzać?
Jeśli kiedykolwiek byliście w Portugalii, smak tych ciastek wywoła u was natychmiastowe wspomnienia. Jeśli nie – to najlepsza okazja, by bez kupowania biletu lotniczego poczuć klimat lizbońskich uliczek. Warto pamiętać, że w tak popularnych miejscach najlepiej zaglądać rano, gdy ciastka są jeszcze ciepłe.
A Wy, wolicie klasyczną wersję deseru z cynamonem, czy dalibyście szansę eksperymentom z owocowymi nadzieniami? Dajcie znać w komentarzach, jakie najdziwniejsze połączenie smakowe udało Wam się spotkać w podróży!