Jeśli kiedykolwiek marzyłeś o zobaczeniu "tańczących świateł" na własne oczy, to mam dla Ciebie ważną wiadomość: drugiego tak dobrego momentu nie będzie przez lata. Eksperci i naukowcy potwierdzają, że zbliżamy się do tzw. szczytu słonecznego, który sprawi, że niebo nad północną Europą zapłonie kolorami najintensywniej od dekady.
Wielu moich znajomych myśli, że wystarczy kupić bilet do dowolnego skandynawskiego miasta i spojrzeć w górę. To najczęstszy błąd, przez który ludzie wracają zmarznięci i rozczarowani. Sam przekonałem się, że sukces zależy od kilku konkretnych detali, o których rzadko piszą w folderach biur podróży.
Gdzie znajduje się "magiczny owal"?
Wil Cheung, zawodowy fotograf, który widział zorzę ponad 400 razy, podkreśla jedno: aby poczuć prawdziwą potęgę zjawiska, musisz znaleźć się bezpośrednio pod nim. To tak zwany owal zorzowy. Gdy tam jesteś, nie widzisz tylko plamy na horyzoncie – masz wrażenie, że kolorowy deszcz uderza prosto w Ciebie.
Oto lista miejsc, które dają niemal gwarancję sukcesu:
- Norweskie Tromsø: Klasyka gatunku, choć bywa kapryśne przez częste zachmurzenie.
- Akureyri na północy Islandii: Mój osobisty faworyt. Jest tam łatwiej o przejaśnienia, a drogi są bardziej przystępne dla kierowców niż w norweskich fiordach.
- Lapońska Finlandia i Szwecja: Idealne, jeśli liczysz na stabilną, mroźną pogodę i mniejszą wilgotność.
- Rejsy po Morzu Norweskim: Statek pozwala uciec od zanieczyszczenia światłem i "dogonić" dziurę w chmurach.

Zasada 21 marca i 21 września
Większość turystów celuje w środek zimy, ale statystyka mówi co innego. Największe burze geomagnetyczne zdarzają się w okolicach równonocy. Wtedy szansa na upolowanie intensywnego "krwawego" fioletu lub czerwieni jest dwukrotnie wyższa.
Byłem w Islandii w marcu i to, co zobaczyłem, przerosło wszelkie oczekiwania. Co więcej, loty tydzień przed terminem są wtedy często tańsze, bo to sezon przejściowy.
Jak nie zostać "turystą w dżinsach"
Zorza wymaga cierpliwości, a cierpliwość wymaga ciepła. Zapomnij o modnym płaszczu z sieciówki. Oto zestaw, który uratuje Twój wyjazd:
- Ogrzewacze chemiczne do stóp i dłoni: Bez nich po godzinie przestaniesz czuć palce.
- Warstwy termoaktywne: Bielizna z wełny merynosa to absolutna podstawa.
- Aplikacje i mapy: Zamiast zgadywać, sprawdź Lightpollutionmap.info. Musisz uciec od świateł miast, najlepiej w kierunku północnym.
Mały trik dla sprytnych podróżników
Zamiast drogich wycieczek autokarowych, które mają sztywny grafik, wynajmij domek lub pensjonat na totalnym pustkowiu. Dzięki temu możesz obserwować niebo prosto z tarasu, pijąc herbatę, i nie martwić się, że autobus odjedzie właśnie wtedy, gdy niebo zacznie "tańczyć".
A Ty? Czy kusi Cię wyprawa na północ w poszukiwaniu świateł, czy wolisz podziwiać je na zdjęciach z ciepłego salonu?