Zauważyłam to ostatnio na ulicach Warszawy i Krakowa: klasyczne gumki typu „scrunchie” powoli ustępują miejsca dodatkowi, który każda z nas ma prawdopodobnie na dnie szafy. Chusty i bandany, bo o nich mowa, przestały być domeną wyłącznie wakacyjnych kurortów. To prosty sposób, by nadać fryzurze charakteru, gdy rano brakuje czasu na skomplikowane układanie włosów.
W rozmowach ze stylistami często pojawia się ten sam wątek: chusta to nie tylko ozdoba, ale i tarcza. Chroni nasze pasma przed słońcem i wiatrem, o co trudno przy tradycyjnych upięciach. Najciekawsze jest jednak to, że ten jeden kawałek materiału potrafi całkowicie zmienić proporcje twarzy.
Jak nosić chustę, by nie wyglądać jak na wakacjach u babci
Kluczem do sukcesu jest unikanie zbyt sztywnych upięć. W moich testach najlepiej sprawdziły się trzy techniki, które królują obecnie w europejskich stolicach mody:

- Wplecenie w warkocz: To mój absolutny faworyt dla włosów średnich i grubych. Chusta staje się jedną z trzech części splotu, co optycznie zwiększa objętość fryzury.
- Styl „retro kabriolet”: Złożona w trójkąt chusta wiązana pod brodą lub z tyłu głowy. Idealna, gdy nasze włosy mają „gorszy dzień” (tzw. bad hair day).
- Niski kucyk z długimi końcami: Wystarczy przewiązać zwykły supeł nad gumką, pozwalając końcom chusty swobodnie opadać na plecy.
Mały trik dla objętości
But there’s a nuance — jeśli masz cienkie włosy, jedwabna chusta może się zsuwać. W mojej praktyce najlepiej sprawdza się spryskanie materiału odrobiną suchego szamponu lub lakieru przed zawiązaniem. Dzięki temu materiał „trzyma się” struktury włosa przez cały dzień pracy.
Dlaczego warto zrezygnować z plastiku na rzecz tkaniny?
Wielu z nas kojarzy bandany z modą lat 90., ale dzisiejsze trendy stawiają na elegancję. Fryzjerzy gwiazd, tacy jak Jason Lee, podkreślają, że materiałowe akcesoria są znacznie łagodniejsze dla końcówek włosów niż ciasne, gumowe recepturki.
- Minimalizują łamanie się włosów w miejscu upięcia.
- Pozwalają ukryć odrost lub brak świeżości fryzury bez używania czapki.
- Kosztują ułamek tego, co wizyta u stylisty, a dają natychmiastowy efekt "wow".
Warto też zwrócić uwagę na kolory. Do jasnych włosów, tak popularnych w Polsce, genialnie pasują chusty w odcieniach głębokiego błękitu lub butelkowej zieleni. Brunetki z kolei ożywią swoją cerę barwami ziemi i złotem.
A Wy, wolicie klasyczne upięcia, czy zdarza Wam się poeksperymentować z dodatkami wplecionymi we włosy? Dajcie znać, który z tych sposobów wypróbujecie rano!