Znalezienie miejsca, w którym zjesz pełny, dwudaniowy obiad z napojem za mniej niż 65 złotych, graniczy dziś z cudem. Inflacja w Polsce przyzwyczaiła nas do tego, że "szybki lunch" często kosztuje fortunę, a smakuje jak odgrzewane mrożonki. Zauważyłem jednak trend, który powoli dociera do nas z południa Europy i całkowicie zmienia zasady gry w segmencie premium casual.
Wiele osób omija modne włoskie restauracje w porze lunchu, obawiając się wysokiego rachunku. To błąd. Okazuje się, że kultowe miejsca, takie jak Pasta Non Basta, wprowadziły menu, które łamie rynkowe schematy – 14,90 euro (ok. 64 zł) za zestaw, który nasyci nawet największego głoda. Ale nie cena jest tu najciekawsza, a ukryty mechanizm doboru dań.
Zasada "dnia tygodnia", czyli koniec z paraliżem decyzyjnym
W moich rozmowach z restauratorami często przewija się jeden wątek: im krótsza karta lunchowa, tym świeższe składniki lądują na talerzu. W nowym koncepcie nie wybierasz z trzydziestu pozycji. Każdy dzień ma swojego "bohatera", co gwarantuje, że sos carbonara czy ciasto na pizzę nie czekają w lodówce od poniedziałku.

- Poniedziałek pod znakiem klasyki: Wybierasz między Fettuccine alla Bolognese a pizzą margherita.
- Środowy rytuał: Prawdziwe Spaghetti alla Carbonara, którego zapach czuć już od wejścia.
- Piątkowy finisz: Pikantne Spaghetti all’Amatriciana, które daje energię na cały weekend.
Ciekawy niuans: Do każdego zestawu otrzymujesz połówkę świeżo wypieczonej focacii lub małą sałatkę. To nie jest tylko "zapychacz". Włoscy szefowie kuchni używają oliwy z pierwszego tłoczenia, która przygotowuje kubki smakowe na główne uderzenie smaku.
Czy warto dopłacić te 2 euro?
Przyznam szczerze: większość zestawów lunchowych kuleje w temacie deserów. Tutaj za równowartość niecałych 9 złotych możesz dorzucić do zestawu legendarne Tiramisù Non Basta. To mniej niż kosztuje średnia kawa w sieciówce na dworcu, a jakość maskarpone bije na głowę wszystko, co kupisz w supermarkecie.
Prosty trik na szukanie tanich perełek w Twoim mieście
Niezależnie od tego, czy jesteś w Lizbonie, czy szukasz czegoś w Warszawie lub Krakowie, stosuj zasadę "Menu del Giorno". Szukaj miejsc, które:
- Zmieniają ofertę codziennie (to znak, że kuchnia żyje produktem sezonowym).
- Wliczają napój w cenę (często to właśnie na wodzie i herbacie restauracje generują największą marżę).
- Mają otwartą kuchnię, gdzie widzisz, jak kucharz wyrzuca makaron prosto na patelnię.
A Wy ile najczęściej wydajecie na lunch "na mieście"? Czy zestaw za 60-65 zł w restauracji o wysokim standardzie to dla Was okazja, czy wciąż bariera nie do przejścia?