Kiedy ceny gazu zaczęły gwałtownie rosnąć, Katka, właścicielka piętrowego domu z lat 70., podjęła szybką decyzję: „Przechodzimy na pelet”. Obietnice o ekologicznym, tanim i niemal bezobsługowym paliwie brzmiały jak ratunek dla domowego budżetu. Rzeczywistość pierwszej zimy zweryfikowała te plany brutalniej, niż mogła przypuszczać.
Zamiast relaksu w ciepłym salonie, Katka zyskała drugi etat w kotłowni i rachunki, które wcale nie chcą spadać. Jeśli planujesz taką zmianę w starszym budynku, musisz wiedzieć o kilku rzeczach, o których instalatorzy często milczą.
Dom typu „kostka” vs. nowoczesny kocioł
Większość polskich domów budowanych kilkadziesiąt lat temu powstawała w czasach, gdy energia była tania, a ocieplenie ścian traktowano symbolicznie. To właśnie tu kryje się pierwszy problem. Piec na pelet w nieocieplonym domu pracuje w trybie „szarpanym”.
Zamiast płynnie oddawać ciepło, kocioł musi się ciągle wyłączać i rozpalać na nowo, by nadążyć za stratami uciekającymi przez nieszczelne okna i dach. Efekt?
- Ogromne zużycie paliwa na sam rozruch systemu.
- Obniżona sprawność urządzenia.
- Szybsze zużywanie się zapalarek i mechanizmów.
Zapomniana cena wygody
Ogrzewanie gazowe to synonim „świętego spokoju” – ustawiasz termostat i zapominasz o sprawie. Przesiadka na pelet to powrót do obowiązków, które potrafią przytłoczyć. Katka szybko zauważyła, że worki z peletem ważą po 15 kilogramów, a ich przenoszenie to nie lada wyzwanie fizyczne.

Do tego dochodzi regularne czyszczenie palnika i wynoszenie popiołu. W środku sezonu grzewczego trzeba to robić nawet kilka razy w tygodniu. W domu pojawia się też specyficzny zapach paliwa oraz pył, który osiada na wszystkim w pobliżu kotłowni.
Logistyka, o której nikt nie mówi
Kocioł gazowy wisi na ścianie i zajmuje tyle miejsca, co szafka kuchenna. Pelet wymaga przestrzeni. Potrzebujesz miejsca na sam piec, duży zasobnik oraz – co najważniejsze – suchy magazyn na kilka ton paliwa. W starszych domach często kończy się to zagraceniem garażu lub piwnicy paletami, które blokują przejście.
Złota zasada: Najpierw izolacja, potem modernizacja
Wiele osób, kuszonych dotacjami, wymienia kocioł jako pierwszy krok. To błąd, który kosztuje tysiące złotych. Eksperci i praktycy, tacy jak Katka, ostrzegają: najcieplejszy dom to taki, który nie potrzebuje energii, a nie taki, który ma najnowocześniejszy piec.
Zanim zainwestujesz w nową kotłownię, sprawdź te trzy punkty:
- Termowizja: Zobacz, którędy ucieka ciepło (zazwyczaj to dach i nadproża).
- Wymiana okien: Nawet najlepszy kocioł nie ogrzeje podwórka przez nieszczelne ramy.
- Bufor ciepła: W starych instalacjach z grzejnikami żeliwnymi pelet działa najlepiej tylko z dodatkowym zbiornikiem akumulacyjnym.
Bywa, że prosty trik z ekranami zagrzejnikowymi daje więcej odczuwalnego ciepła niż zmiana paliwa w „dziurawym” budynku. A czy Ty brałeś pod uwagę powrót do paliw stałych, czy jednak wygoda gazu wygrywa z tabelkami w Excelu? Daj znać w komentarzach, jakie są Twoje doświadczenia z rachunkami tej zimy!