Wyobraź sobie, że siedzisz przy stole, czujesz zapach ulubionej pizzy, ale zamiast ją zjeść, wkładasz do ust kawałek plastiku. To nie jest fragment filmu science-fiction, ale niebezpieczny trend, który opanował media społecznościowe pod nazwą "plastic diet". Choć na nagraniach wygląda to na sprytny trik na odchudzanie, rzeczywistość jest znacznie mroczniejsza.
Sam często przeglądam nowinki dotyczące zdrowia i przyznam, że widziałem już wiele — od postów wodnych po dziwne mikstury. Jednak to, co dzieje się teraz na TikToku w Chinach i powoli dociera do Europy, budzi autentyczny niepokój lekarzy i psychologów. Warto wiedzieć, dlaczego ten "niewinny" filmik może zrujnować Twoje zdrowie szybciej, niż myślisz.
Na czym polega ten absurdalny mechanizm?
Zasada jest prosta i przerażająca zarazem. Osoba nakłada na usta cienką folię spożywczą lub specjalny plastikowy ochraniacz, a następnie wkłada jedzenie do ust. Żuje je, czuje smak, ale fizycznie nic nie połyka. Po chwili wypluwa przeżutą masę razem z plastikiem.
- Iluzja sytości: Twórcy trendu wierzą, że żucie oszukuje mózg, wysyłając sygnał o najedzeniu się bez przyjęcia ani jednej kalorii.
- Brak dowodów: Gastroenterolodzy, jak dr Kapil Sharma, ostrzegają: nie ma żadnych badań potwierdzających, że żucie bez połykania realnie wpływa na spalanie tłuszczu.
- Błędne koło: Nasz organizm jest mądrzejszy niż nam się wydaje — wydziela soki trawienne w odpowiedzi na żucie, co bez dostarczenia pokarmu może prowadzić do problemów z żołądkiem.
Pułapka, o której influencerzy milczą
W pogoni za idealną sylwetką łatwo zapomnieć o podstawowej chemii. Folia spożywcza, której używamy w kuchni w Polsce, nie jest przeznaczona do długotrwałego kontaktu z jamą ustną podczas intensywnego żucia. Każdy ruch szczęki to ryzyko połknięcia mikroplastiku lub toksycznych substancji chemicznych zawartych w tworzywach sztucznych.

Ale to nie wszystko. Psycholodzy biją na alarm: to zachowanie to prosta droga do poważnych zaburzeń odżywiania. Trenowanie mózgu, by kojarzył smak jedzenia z poczuciem winy i koniecznością wyrzucenia go, niszczy naturalną relację z posiłkami. To, co zaczyna się jako "challenge", może skończyć się terapią.
A co z wodą z solą himalajską?
Przy okazji "plastikowej diety" powrócił inny hit: picie wody z różową solą o poranku. Influencerzy twierdzą, że to magiczny eliksir na metabolizm. Być może zauważyłeś te charakterystyczne różowe opakowania w lokalnych marketach jak Biedronka czy Lidl. Czy to działa?
- Fakt: Sól himalajska zawiera minerały, ale w śladowych ilościach.
- Ryzyko: Nadmiar sodu rano może prowadzić do nadciśnienia i obrzęków, zamiast obiecywanej "lekkości".
- Werdykt: Szklanka czystej wody z cytryną zrobi dla Ciebie więcej dobrego niż modny "różowy drink".
Moja rada: Nie bądź królikiem doświadczalnym
Zamiast ryzykować zadławieniem plastikiem lub chemicznym podrażnieniem przełyku, warto wrócić do podstaw. Zdrowa relacja z jedzeniem polega na cieszeniu się każdym kęsem i połykaniu go z wdzięcznością, a nie na oszukiwaniu własnej fizjologii.
Pamiętaj, że algorytmy promują to, co kontrowersyjne, a nie to, co zdrowe. Następnym razem, gdy zobaczysz kogoś żującego plastik, zadaj sobie pytanie: czy moje zdrowie jest warte kolejnego lajka pod niebezpiecznym trendem?
Co sądzicie o takich ekstremalnych metodach na odchudzanie? Czy spotkaliście się już z tym trendem w swoich mediach społecznościowych?