Dermatolog przesuwa kultową niebieską puszkę po stole, odkręca wieczko i zanurza palec w gęstym, białym kremie. Zapach jest natychmiast rozpoznawalny, niemal nostalgiczny, ale mina eksperta nie wróży niczego dobrego. Jeśli Ty również stosujesz ten produkt jako codzienny krem do twarzy, możesz nieświadomie sabotować swoją cerę.

Wielu z nas kojarzy ten krem z domem rodzinnym i pielęgnacją przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Okazuje się jednak, że to, co służyło naszym babciom, w dobie nowoczesnych kosmetyków i zmienionych warunków życia może stać się Twoim największym wrogiem w łazience.

Werdykt lekarza: To nie jest produkt do twarzy

Ekspert podkreśla, że nienawiść do kultowego kremu nie wynika z arogancji, ale z czystej fizjologii skóry. Choć dla suchych dłoni zimą ten produkt jest wybawieniem, na twarzy działa jak szczelna maska, pod którą skóra po prostu się dusi.

Analizując skład, lekarz zwraca uwagę na kilka kluczowych elementów:

  • Paraffinum liquidum – tworzy na skórze barierę nie do przebicia.
  • Wosk mikrokrystaliczny – zwiększa gęstość, ale i ryzyko zapychania porów.
  • Intensywna kompozycja zapachowa – główny winowajca podrażnień u osób z wrażliwą cerą.

Problem polega na okluzji. Krem zamyka powierzchnię skóry, co pomaga zatrzymać wilgoć, ale jednocześnie więzi pod spodem sebum, pot i bakterie. Dla skóry skłonnej do trądziku lub mieszanej to prosty przepis na stany zapalne.

Dlaczego dermatolodzy coraz częściej ostrzegają przed niebieską puszką kremu Nivea - image 1

Dlaczego kiedyś działał, a dziś szkodzi?

Ale zaraz, skoro nasze babcie miały piękną cerę po Nivei, to co się zmieniło? Odpowiedź jest prosta: nasze nawyki. Dawniej kosmetyka była minimalistyczna. Dziś warstwujemy kwasy, retinoidy i serum. Nałożenie na taką mieszankę ciężkiej okluzji z niebieskiej puszki to zaproszenie do mikro-stanów zapalnych.

Bywa, że pacjenci z trądzikiem różowatym nakładają grubą warstwę kremu, by "ukoić" pieczenie. Być może zauważyliście, że zamiast ulgi, pojawia się efekt ocieplenia skóry i jeszcze większe zaczerwienienie. To właśnie skutek "termosu", jaki tworzy ten produkt.

Jak używać kultowego kremu, by sobie nie zaszkodzić?

Dermatolog nie radzi wyrzucać niebieskiej puszki do kosza, ale zmienić sposób jej postrzegania. To nie jest uniwersalny balsam "do wszystkiego".

Zastosowania, które lekarz zatwierdza:

  • Ekstremalnie suche miejsca: łokcie, pięty i kolana uwielbiają tę formułę.
  • Ochrona przy katarze: cienka warstwa wokół nosa chroni przed otarciami od chusteczek.
  • Bariera po myciu rąk: chroni dłonie przed wysuszeniem detergentami.

A co z twarzą? Jeśli nie wyobrażasz sobie rezygnacji, stosuj go wyłącznie punktowo na bardzo suche partie i nigdy na całą strefę T. Pamiętaj o prostej zasadzie: najpierw nawilżające serum z kwasem hialuronowym, a dopiero na to odrobina kremu, by "domknąć" nawilżenie.

Największym błędem jest myślenie, że wszystko, co tłuste, automatycznie odżywia. Często to tylko szczelne zamknięcie. A Ty? Słuchasz potrzeb swojej skóry, czy trzymasz się sentymentu w niebieskiej puszce, mimo pojawiających się niedoskonałości?