Większość z nas po powrocie z plaży wrzuca bikini do pralki lub po prostu płucze je pod kranem i zapomina o sprawie. To błąd, który sprawia, że ulubiony strój traci fason i blask już po kilku wyjściach nad wodę. Zrozumiałam to dopiero, gdy po jednym sezonie byłam zmuszona wyrzucić dwa komplety prosto do kosza.
Czy naprawdę musisz prać go ręcznie
Kusząca wizja wrzucenia stroju do pralki na szybki program jest zabójcza dla materiału. Elastan, z którego wykonana jest większość kostiumów, nienawidzi mechanicznego tarcia i wysokich temperatur. Jeśli jednak nie masz innego wyjścia, stosuj się do tej żelaznej zasady:
- Zawsze używaj specjalnego woreczka do prania delikatnej bielizny.
- Wybieraj wyłącznie tryb do tkanin delikatnych (bez wirowania lub z minimalnymi obrotami).
- Używaj tylko łagodnych detergentów – zapomnij o zwykłym proszku, który osiada we włóknach.

Jak uratować strój po plażowaniu
Sól morska, chlor i olejek do opalania to najwięksi wrogowie elastycznych włókien. Jeśli chcesz, by kostium służył Ci dłużej niż jeden sezon, stosuj prosty trik 30-minutowej kąpieli. Zanurz strój w misce z chłodną wodą i odrobiną delikatnego płynu. W ten sposób pozbędziesz się chemii, zanim ta na dobre "wgryzie się" w materiał.
Co z uporczywymi plamami
Plamy z kremu z filtrem czy samoopalacza bywają zmorą. Zamiast szorować je w nieskończoność, wypróbuj patent z pastą z sody oczyszczonej. Wymieszaj 6 łyżek sody z odrobiną ciepłej wody, nałóż na problematyczne miejsce i zostaw do całkowitego wyschnięcia. Dopiero potem wypierz całość.
Prawdziwy sekret trwałości
Największy grzech popełniamy na etapie suszenia. Rozwieszanie bikini w pełnym słońcu na bałtyckim czy śródziemnomorskim słońcu to najprostsza droga do wyblaknięcia kolorów. Susz strój zawsze na płasko, w cieniu i w przewiewnym miejscu. Promienie UV działają na tkaniny jak wybielacz, niszcząc strukturę włókien szybciej, niż myślisz.
A Ty jak dbasz o swój strój? Piorąc go ręcznie czy jednak ufasz nowoczesnym trybom w swojej pralce?