Kiedy świat obiegła wiadomość o potajemnym ślubie Taylor Swift i Travisa Kelce w Madison Square Garden, wszyscy zastanawiali się nad jednym: czy to było wystawne przyjęcie, czy może luźna domówka? Dzięki śledztwu w sprawie dostaw żywności przed budynkiem, już wiemy, co pojawiło się na talerzach.

Okazuje się, że menu było znacznie mniej wyszukane, niż moglibyśmy przypuszczać. Zamiast kawioru i egzotycznych przysmaków, postawiono na absolutną klasykę amerykańskiego comfort foodu.

Od donutsów po barbecue – co zdradziły dostawy?

Zanim goście zajęli miejsca, pod Madison Square Garden zjeżdżały ciężarówki z zaopatrzeniem. Dzięki wnikliwym obserwacjom mediów wiemy, co dokładnie wjechało na zaplecze:

  • Krispy Kreme: Kultowe pączki, które stały się pewnym punktem menu.
  • Sweet Baby Ray’s: Sosy barbecue zdradzają, że na weselu nie mogło zabraknąć mięsnych dań w stylu południowym.
  • Butterball: Dostawy indyków i wędlin drobiowych sugerują, że serwowano burgery i wykwintne sandwicze.
  • Włoskie akcenty: Restauracja Sartiano’s dostarczyła świeże focaccie, co dodawało menu odrobinę europejskiego sznytu.

Impreza w stylu buffet i gigantyczna wieża ciast

Choć ślub gwiazd takiego formatu kojarzy się z obsługą kelnerską przy stole, źródła donoszą o zupełnie innym klimacie. Zamiast wyznaczonych miejsc, goście musieli ustawiać się w kolejkach do bufetów.

Co naprawdę jedli goście na ślubie Taylor Swift i Travisa Kelce - image 1

Serwowano tam wszystko: od różnorodnych makaronów i sushi, po tradycyjne amerykańskie sałatki. Najbardziej widowiskowym punktem wieczoru było jednak 30 tortów weselnych, z których każdy ozdobiony był figurkami 3D przedstawiającymi parę młodą.

Niespodzianka z piekarni

Co ciekawe, na jedzeniu skorzystali nawet fani koczujący pod areną. Część wypieków trafiła bezpośrednio do nich dzięki uprzejmości obsługi. W otrzymanych pudełkach znaleziono m.in. świeże szarlotki, co pokazuje, że Taylor nie zapomniała o swojej społeczności nawet w dniu ślubu.

Czy to początek nowego trendu?

Warto dodać, że Travis Kelce przemycił do menu nawet swój własny biznes – na stołach królowało piwo marki Garage Beer, której jest współwłaścicielem. Pokazuje to, że nawet na celebryckich weselach coraz częściej wygrywa autentyczność nad sztucznym blichtrem.

A jak wy uważacie: powinien to być wykwintny bankiet dla elity, czy taki "luz" z burgerami i pączkami to najlepsza możliwa opcja na weselną zabawę?